Para w konflikcie
Jeśli czujecie, że utknęliście w relacji, że nie możecie się z czymś przebić, że jesteście
daleko, a pamiętacie to ogrzewające od środka uczucie, kiedy było między wami blisko,
i chcecie o tym razem rozmawiać, zapraszam was na mediacje.
Mediacja skoncentrowana na relacji – jak dojść do porozumienia i odzyskać bliską relację?
W mojej ulubionej powieści Joanny Bator Purezenco jedna z głównych postaci – mistrz Myo – opowiada o starożytnej sztuce kintsugi [naprawiania pękniętej ceramiki złotem]: „Dzięki kintsugi to, co pęknięte, jest znów całe”.
„Jednak miejsce pęknięcia pozostaje widoczne. Tam, gdzie była rana, jawi się teraz złota blizna. Na zawsze widoczna. Trzeba ją przyjąć. Skaza to część piękna i historii rzeczy. Należy do niej. Zasługuje na szacunek.
Całość naprawiona złotem staje się piękniejsza niż przedtem. Jest i nie jest już tym samym”. Jak się okazuje w dalszej części książki, ta opowieść tyczy się także relacji.

Zapytasz, czym jest mediacja?
Mediacja to trochę takie kintsugi relacji – proces, na którym próbujemy przywrócić połączenie między dwójką bliskich sobie ludzi.

Mediacja jako wsparcie w trudnych momentach relacji
Ponieważ konflikty między ludźmi są tak samo pewne jak dwa plus dwa równa się cztery, każda relacja czasem przechodzi przez trudniejsze chwile – różnice zdań, nierozwiązane kłótnie czy ciche dni.
I nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że uda nam się powrócić do stanu bliskości i zaufania.
Czasem jednak te nierozwiązane sprawy piętrzą się, tak jakbyśmy budowali mur między sobą. Im więcej ich jest, tym bardziej przesłania nam on drugą osobę. Nierzadko napięcia są tak silne, że wydaje się, jakby nie było już drogi powrotnej do porozumienia. I żeby powrócić do siebie, potrzebujemy ten mur rozebrać.
A, o co tak naprawdę chodzi w procesie mediacji?
W mediacji chodzi o to, aby z tego muru, który wyrósł między wami zdejmować od góry cegiełkę po cegiełce, konflikt po konflikcie, w nadziei, że przywrócimy w relacji bliskość i zaufanie.
Na czym polega mediacja skoncentrowana na relacji?
Mediacja stwarza przestrzeń na otwarcie trudnych tematów. Mediacja to proces pomagający otworzyć takie tematy w relacji, które – jak o nich rozmawiamy – powodują tylko jeszcze większe napięcie, a rozmowy właściwie grzęzną w tym samym miejscu.
Czasami sobie myślę, że to trochę, jak otwarcie wieczka puszki Pandory, tylko my na mediacji uchylamy je na sekundę, wybierając jedną sprawę, którą chcemy się zająć. A tym innym pozwalamy poczekać na swoją kolej.
W ten sposób mamy szansę powoli tą puszkę opróżnić, tak żeby nie spowodowała spustoszenia i nie groziła więcej nagłą eksplozją.
Mediacja pozwala spojrzeć na konflikt z innej perspektywy
Mediacja to proces, który pomaga ludziom spojrzeć na konflikt z trochę innej perspektywy. Kiedy człowiek jest w silnych emocjach, to jego spojrzenie na sprawę jest zawężone i nastawiony jest głównie na obronę swojego stanowiska.
Pierwszym ważnym celem mediacji jest ustalenie, jak dana sprawa wygląda z perspektywy dwóch osób. To doświadczenie często zadziwiające, czasem już na tym etapie dochodzi do rozwiązania konfliktu, bo okazuje się, że przyjęliśmy wobec danej sytuacji błędne założenia.
Przykład? Piszesz do przyjaciela trzy SMS-y i nie dostajesz odpowiedzi. Mózg zaczyna się kokosić i szukać przyczyny. Może czujesz złość. Może myślisz sobie, że przyjaciel cię olewa. Tymczasem okazuje się, że leżał chory i wycięło go na kilka dni z rzeczywistości.
„Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić.
Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć.
Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem”.
Albert Camus
Mediacja – rozmowa o tym, co nas boli, czyli Porozumienie bez Przemocy w praktyce.
Rozmowa to kluczowa cześć mediacji. Bez tego kawałka nie mamy szans na to, żeby w relacji przywrócić zaufanie.
Często, kiedy próbujemy powiedzieć komuś o tym, że jest nam trudno, padają z naszej strony słowa, które tą drugą stronę skłaniają do obrony:
- „Jak mogłeś tak zrobić”?
- „Jesteś skończonym egoistą. Myślisz tylko o sobie”.
- „Nie obchodzi mnie, co o tym myślisz”.
Tu z pomocą na mediacji przychodzą narzędzia Porozumienia bez Przemocy (Nonviolent Communication, NVC), które umożliwiają wyrażenie trudnych emocji i potrzeb poprzez mówienie o sobie, a nie o drugiej stronie. W ten sposób powoli mamy szansę na to, że druga osoba zacznie nas słyszeć. Czyli, zamiast:
- „Jak mogłeś tak zrobić”? – „To było dla mnie trudne”.
- „Jesteś skończonym egoistą. Myślisz tylko o sobie”. – „Chcę być uwzględniony w tej decyzji”.
- „Nie obchodzi mnie, co o tym myślisz”. – „Jestem tak wkurzony, że teraz nie mogę o tym rozmawiać. Spotkajmy się za godzinę, jak ochłonę”.
Na czym właściwie polega zadanie mediatora?
Przełożyć te trudne komunikaty na zdania, które będzie łatwiej drugiej stronie usłyszeć.
Taka sytuacja. On uwielbia zwiedzać miasta. Ona ciszę w lesie. I mają pojechać wspólnie na wakacje.
Postanawiają pójść na kompromis i na zmianę raz spędzać wakacje w mieście, innym razem w lesie. No i co drugie wakacje któreś z nich po cichu się frustruje. Aż w końcu przy zmęczeniu materiału – kłótnia murowana. „Ty i to twoje miasto”. „Można zwariować w tym cholernym lesie”.
Na poziomie potrzeb obydwoje chcą odpoczywać tak, jak lubią. I zależy im, żeby spędzać czas razem.
Idą do mediatora, jest gęsto. Padają zdania typu: „Już nigdy więcej nie pojadę z tobą w to piekielne miejsce”; „Mam dosyć zgniłych kompromisów”. Aż nagle, pod sam koniec – i tu mediator macza swoje palce w procesie – wpadają na genialny pomysł wynajęcia domku w głębi lasu, z którego można dojechać do co najmniej kilku miast na zwiedzanie. I może się okaże, że wieczorem obydwoje chętnie pójdą do lasu na spacer, a innym razem zwiedzą jakieś miasteczko. Są razem, odpoczywają i robią to, co lubią. Tadam.
...I na trochę, żyją długo i szczęśliwie, aż do następnej kłótni...
Mediacja to przestrzeń
na znalezienie rozwiązań uwzględniających
obie strony.

Dla kogo jest mediacja skoncentrowana na relacji?
Są ludzie, z którymi rozwiązywanie konfliktów idzie nam gładko. I tacy, często najbliżsi naszemu sercu, z którymi choćbyśmy nie wiem jak się starali – w pewnych sprawach idzie jak po grudzie.
Mamy wrażenie, że jakkolwiek byśmy nie tłumaczyli, z usłyszenia – nici. Czasami, już z rozpaczy, przestajemy w ogóle o tym mówić. A dalej nam na nich bardzo zależy. I im – również.
I to jest moment, w którym warto poszukać mediacyjnego wsparcia. A najlepiej poszukać go dużo wcześniej, kiedy jeszcze nie doszło do postawienia sprawy na ostrzu noża.
Warunek jest jeden: obie strony konfliktu chcą spróbować przejść przez ten proces – razem.
„Chcesz mieć rację czy relację”?
To powiedzenie usłyszysz chyba na każdych warsztatach Porozumienia bez Przemocy.
Racja czy relacja?
Ale o co w tym tak właściwie chodzi?
Na dworze jest 20 stopni. Ona mówi, że jej zimno, on – że przesadza, gorąco jak w piecu i w końcu można łazić w krótkim rękawku. Kto ma rację? Nikt. Jej jest zimno, jemu ciepło. Kropka.
Wyobraź sobie, że idziesz do kina z ulubionym przyjacielem i okazuje się, że gadając o filmie, orientujecie się, że coś tu nie gra. On twierdzi, że film był wesoły, ty – że cię przygnębił. Oglądaliście w tym samym czasie dwa różne filmy? Ano nie. Tylko każde z was odniosło zupełnie inne wrażenia i wyciągnęło różne wnioski. Kto ma rację? Obydwoje ją macie.
To samo zjawisko występuje, kiedy się kłócimy. Tylko ponieważ do głosu dochodzą często intensywne emocje, trudno nam złapać to, jak druga osoba widzi daną sytuację, i że to nie jest przeciwko nam. Ona mówi o tym, na czym jej zależy, tylko w trudny do usłyszenia dla nas sposób.
Potrzeba mania racji jest też po prostu… wielce kusząca. Któż z nas nie miałby czasami ochoty walnąć pięścią w stół i postawić na swoim. Ba! Natomiast takie rozwiązanie ma niestety na dłuższą metę bardzo krótkie nogi. To jedna z tych rzeczy, które mocno podkopują zaufanie w relacji.

Mediacja nie zawsze, ale może przywrócić bliskość i zaufanie
A gdyby tak było, że jednak ktoś przyzna ci rację? Że usłyszy i zrozumie, co jest dla ciebie ważne.
Że w tych cholernych 20 stopniach Celsjusza, to ty naprawdę marźniesz. I podał ci sweter. A potem ze śmiechem powiedział: „Jakie to niezwykłe, tobie zimno, a ja umieram z gorąca”. I ty, oczywiście w swetrze, nastawiłbyś klimatyzację w pokoju kilka stopni niżej (na chwilę, bez przesady, w końcu przecież jest strasznie zimno), po drodze zaopatrując się jeszcze w czapę i ciepłą herbatę. No bo kto zabroni człowiekowi latem ubrać się w ukochany sweter i najlepszą na świecie czapę. Hę?
Czy mediacja ma charakter terapeutyczny?
Ma, i to jeszcze jaki. Konflikt wyciągnie na światło dzienne wszystkie głęboko pochowane w nas rzeczy.
Konflikt pokazuje sposoby, w jakie reagujemy na różne sytuacje, nasze przekonania, to, w jakich relacjach dorastaliśmy w domach rodzinnych i jak nauczyliśmy się budować więzi z innymi ludźmi (więcej zobacz: Trauma relacyjna).
Przykład: „Załóżmy, że jako dzieciak chciałeś bardzo dostać piłkę. Taką bardzo wymarzoną piłkę. Na dzisiejsze czasy może być firmowana przez Lewandowskiego lub Davida Backhama. Piłkę dostałeś, ale taką z marketu, zepsuła się po kilku miesiącach. Przychodzisz sfrustrowany do rodziców i słyszysz: „Oj przesadzasz, to nic takiego”. Jeśli ta sytuacja się będzie powtarzała, to w życiu dorosłym albo nie będziesz w relacji o nic prosił, albo będziesz stawiał na swoim. Na poziomie przekonań zaś możesz mieć myśli: że i tak nie warto o nic prosić, albo że ludzie powinni się domyśleć, bo przecież to oczywiste, lub że najlepiej zatroszczysz się o siebie sam.
A stąd już tylko jeden krok do konfliktu.

Jak wygląda mediacja w praktyce?
Nie będę tutaj nikogo zwodzić: mediacja to niełatwy proces, wymagający wysiłku i zaangażowania.
Zazwyczaj spotykamy się na mediację co dwa tygodnie (ponieważ to energochłonny proces, więc trzeba wam pomiędzy spotkaniami odsapnąć i pozwolić opaść i przeprocesować się temu, co na mediacji się otworzyło). Pomiędzy mediacjami spotykam się indywidualnie z każdym z was, żeby złapać wasze perspektywy osobno i umieścić je w kontekście relacji (to spotkanie ma zupełnie inny niż mediacja charakter, często przynosi ukojenie).
Ile trwa proces? Wszystko zależy od stopnia nasilenia konfliktu i waszych wewnętrznych uwarunkowań. Warto sięgnąć po to narzędzie, jak pojawiają się w parze pierwsze nierozwiązane konflikty. Im dalej w las, im dłużej trwa konflikt, tym bardziej skomplikowana droga powrotna.
Najlepiej też, jeśli jest taka możliwość, umawiać się w godzinach przedpołudniowych – mamy wtedy o wiele większe zasoby niż wieczorem i możemy ochłonąć po spotkaniu, żeby już nam nic po nocy nie chodziło po głowie. Jeśli się nie da – jest też możliwość pracy popołudniowej (najpóźniej zaczynam mediację o godzinie 16).
Pracuję on-line i stacjonarnie.
Nie prowadzę mediacji sądowych.
Zapraszam na mediacje
Jeśli czujecie, że utknęliście w relacji, że nie możecie się z czymś przebić, że jesteście daleko, a pamiętacie to ogrzewające od środka uczucie, kiedy było między wami blisko, i chcecie o tym razem rozmawiać, zapraszam was na mediacje lub warsztaty komunikacyjne.


